niedziela, 16 stycznia 2011

Castaways Beach

Niedziela na plaży. W końcu mamy pogodę, cały kolejny tydzień ma być ładny i słoneczny. Po powodzi nie ma już śladu. Tylko ocean jeszcze nie odzyskał swojego błękitnego koloru. Na naszych plażach w Noosa woda nie dość że zabarwiona na brązowo to jeszcze z dodatkami. Mnóstwo liści, patyków i tego rodzaju śmieci, pływanie w takiej "zupie" to średnia przyjemność. Trochę dalej na otwartym oceanie jest znacznie lepiej. Nie jest to może błękit jak z pocztówki, ale chociaż nie ma dodatków. W weekendy to nawet lepiej wyrwać się na bardziej odludne plaże, bo nie przepadamy za turystycznym tłokiem i gwarem, a i znalezienie miejsca do zaparkowania przy plaży w Noosa graniczy z cudem. Plaże Castaways Beach są akurat - odległość do następnych plażowiczów wynosi około 500m, wiec nikt ci na głowę nie wchodzi. Niebo nie całkiem bezchmurne, jakieś ciemne chmury kłębią się na horyzoncie, ale nad plażą świeci słońce z czego bardzo się cieszymy.



Adaśko chce się pochwalić swoimi dziełami.

piątek, 14 stycznia 2011

Słońce, kwiaty i banany.

Dziś już jest normalny dzień. Brisbane powoli wychodzi z powodzi. Woda zaczęła opadać, ruszyły wielkie porządki. Po "wielkiej wodzie" pozostały niewyobrażalne tony śmieci i błota. Jeszcze długo miasto będzie dochodziło do normalności. Autostrada jest już otwarta, ruszyły dostawy. W sklepie są banany (wiem, to banalne), na stacjach jest paliwo. Niestety to nie koniec klęsk żywiołowych dla Australii. Teraz zaczęła się powódź w New South Wales i na Tasmanii. Do tego na oceanie uformowało się tornado (jeszcze tego brakuje!) nie zagraża na razie wybrzeżom Queensland, ale z tornadami to nigdy nic nie wiadomo. Na razie mamy piękną pogodę, jest słońce i jest ciepło. Wyrwaliśmy się na wycieczkę do Botanic Garden. Trawniki jeszcze trochę namoknięte i błoto ciamka pod butami, ale jest zielono, a kwiaty kwitną.




czwartek, 13 stycznia 2011

Jest w miarę normalnie

Wiem, że to może nie jest zbyt poprawnie siedzieć na plaży, gdy wokoło szaleje powódź, ale tak właśnie dzisiaj robiliśmy. Wielka woda w Brisbane, też pewnie macie cały czas relacje w wiadomościach. A w Noosa życie toczy się prawie tak jak zawsze. To szczyt sezonu wakacyjnego, turyści nie pouciekali ( może nie mogli bo autostrada zamknięta),a na plaży tłoczno, na deptakach tłoczno. Tym bardziej ze to pierwszy w miarę piękny dzień od "ho ho ho nie wiem już jak" dawna. W rejonie Noosa powódź nie wyrządziła większych szkód - od parę lokalnych podtopień. O tym że było więcej wody świadczą tylko miejscami przy krawężnikach kupki liści i błota. Tak w zasadzie nie ma śladu. Mamy naprawdę wiele szczęścia. Cały okoliczny system jezior przyjął ten nadmiar wody i dzięki temu nie mamy takiej sytuacji jak w Brisbane. Noosa River nie spowodowała większych zniszczeń, nie jest zanieczyszczona ściekami, martwymi zwierzętami i śmieciami więc nie mamy problemu ze skażoną wodą. W wielu miejscach na wybrzeżu Queensland plaże są pozamykane z powodu skażeniem bakterią e.coli i jeszcze jakimś świństwami. Plaże Noosa są czyste, woda w oceanie jest tylko brudna od błota i liści. Cóż, w tym sezonie możemy już chyba zapomnieć o cudownych błękitnych wodach na plażach w Noosa. Kataklizm odczuwalny jest tylko na sklepowych półkach. W sklepach zaczyna brakować warzyw i owoców - nie działa giełda w Brisbane, zamknięta jest autostrada dla transportów. Wiele upraw jest zniszczonych lub zalanych. Półki w markecie na dziale warzywno owocowym świeciły pustkami. Nie ma problemów z mięsem, chlebem i wodą. Zaczyna też być problem z benzyną. Udało nam się dzisiaj zatankować, ale na wielu stacjach nie ma już wogóle benzyny.
Jednak mimo całego kataklizmu w koło, cieszyliśmy się pierwszym od bardzo dawna pięknym dniem, posiedzieliśmy na plaży i powygrzewaliśmy się w słońcu. Och jak miło. Oby słoneczko świeciło tak nadal, bo mamy cały dom do wysuszenia - meble, dywany, pościel i ubrania. Wszystko od tej wilgoci zapleśniałe i śmierdzące.


środa, 12 stycznia 2011

Jest trochę lepiej

Tak było...

Teraz cieszymy się odrobiną błękitnego nieba. Nie do pomyślenia... Parę kolejnych dni ma być bez deszczu.

wtorek, 11 stycznia 2011

Powódz...

Powodzi ciąg dalszy. Fala powodziowa dochodzi do Brisbane. Zapowiadają że zalanych zostanie 19.700 domów!!!!!! Jest strasznie... U nas pogoda się poprawiła, to znaczy nie pada tak straszliwie. Momentami świeci słońce, momentami troszkę pada, ale to już nie takie ulewy jak parę dni temu. Życie toczy się nadal normalnie. Niestety nasza Australia już nie będzie taka jak kiedyś. Szykuje się poważny kryzys: 75% wielkiego stanu ucierpiało. Pod wodą są uprawy, pastwiska, kopalnie, drogi i całe miasta. Brud, śmieci, martwe zwierzęta, i wszystko co niosła woda trafia do rzek, jezior no i do oceanu. Już mówi się o straszliwych konsekwencjach dla Wielkiej Rafy. Koniec świata zaczyna się w Australii.
Po ilości wejść na bloga wnioskuję że się o nas martwicie. Dziękujemy!
Jeśli na kilka dni zamilkniemy na blogu, to się nie martwcie, nic nam się nie stało, od wilgoci zaczyna szwankować nasz laptop więc możemy stracić kontakt z internetem.
Pozdrawiamy Gosię z Wrocławia. My też z łezką w oku wspominamy naszą Noose z przed lat. Nie wracamy do Polski bo ciągle mamy nadzieję że w końcu się to skończy. Bo ile może padać???

Nie ma czego zazdrościć...

Wszyscy chyba oglądacie  w telewizji co się tu u nas w Queensland dzieje. Powódź dotknęła 75% całego stanu. A stan Queensland jest wielkości 5x Polska, więc tylko sobie wyobraźcie wielkość kataklizmu! Straszliwa powódź, jak dotąd 10 osób zginęło, ponad 70 uznanych jest za zaginione. Wczoraj straszliwe masy wody przewaliły się przez miasteczkoToowoomba, porywając wszystko na swojej drodze. Woda porywała auta, a nawet całe domy. W telewizji przerażające zdjęcia zalanych po dachy domów, ludzi ewakuowanych z dachów i z porwanych prądem samochodów. Teraz fala powodziowa zbliża się do Ipswich. A cała ta masa wody zmierza kierunku Brisbane, gdzie już zaczęła się ewakuacja kilkudziesięciu nadrzecznych dzielnic. Autostrada na północ nadal zamknięta. A dzisiaj zalało też autostradę na południe od nas więc do Brisbane tez nie da się dojechać. U nas wezbrane potoki, ale drogi przejezdne i życie toczy się w mare normalnie. Wszystkie okoliczne jeziora wylewają, nieprzejezdna jest droga z Tewantin do Noosa. Niewiele też brakuje do zalania drogi Cooroy-Noosa. A na to wszystko w czwartek w nocy ma przylecieć moja kochana rodzinka. Lotnisko w Brisbane jeszcze działa, ale nie wiemy ja to będzie wyglądało w czasie czwartkowej fali kulminacyjnej. Rodzinkę czeka chyba przymusowa wycieczka do Sydney. Naprawdę nie ma nam czego zazdrościć...

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Ma być lepiej!

Jest troche lepiej. Nie pada już tak strasznie mocno. Zerwał sie silny wiatr, przewiewa troszkę chmury. Chwilami pokazywało się nawet słońce. Odebraliśmy bączki z przedszkola i wyruszylismy sprawdzić jak tam się ma powódz w rejonie Noosa. Tylko w jednym miejscu droga była zamknieta, rzeka zalała drogę z Noosa do Tewantin i trzeba było jechać objazdem. Noosa River mocno przybrała, toczą sie te tony brudnej, zabarwionej błotem na brązowo wody do oceanu. Można narazie zapomniec o krystalicznie czystej wodzie na cudnych plażach Paradise Noosa. Jedyna nadzieja że na weekend zapowiadają cudne słońce. A w przyszły poniedziałek ma być 34 stopnie!!!!