niedziela, 12 grudnia 2010

Znów leje :-(

Oj wczoraj to poczuliśmy Australijką pogodę. Upał straszliwy. Na plażę pojechać się nie dało bo Szymcio jeszcze trochę niewyraźny. Przejechaliśmy się tylko po sobotnich marketach w Yandina i Eumandi i to chyba nie był najlepszy pomysł... W tym upale potworki ledwo nóżkami przebierały i marudziły strasznie. Byle by zpowrotem do domu, pod chłodny prysznic i włączyć wiatraka pod sufitem. Uff! A potem przyszły ciemne chmury, powiało zahuczało i jak zaczęło lać, to lało nie przerwanie przez całą noc i cały dzisiejszy dzień. LAŁO""""""""""""""""""""""""""" i dopiero niedawno przestało. Potwory w czasie deszczu się nudzą. Adaśko się ulitował i zabrał ich na dwie godzinki na wycieczkę (do centrum handlowego na karuzele hehe) a ja miałam luz i ..... z mopem biegałam żeby trochę mieszkanie odgruzować po tych moich kochany kokroczach. Jak tylko przestało padać wygoniłam towarzystwo na spacer po kałużach. Jak fajnie jest się w rynsztoku pochlaptać :-)) Dzisiaj już wszyscy zdrowi więc jutrzejsze przedszkole ich nie ominie (hura!)





piątek, 10 grudnia 2010

Chorujemy.... :-(

Szymonek chory. Od gardło boli, apetytu nie ma bo przełykać ciężko a do tego i wymioty się trafią, temperatura i smuteczek straszny. Jańcio zdrów więc pojechał dzisiaj do przedszkola, ale jakoś na początku minę miał nie wyraźną no bo jak to tak SAM???. Zawsze jest braciej Szymonek to we dwóch raźniej (lać się razem też można), a tak samemu to trochę strach. Pochlipał chwilkę na początku, a potem już ponoć był mega grzeczny. My pojechaliśmy z Szymonkiem do doktora. Bączek był też mega grzeczny, dał sobie zmierzyć temperaturę, do uszu zajrzeć i nawet AAAA zrobił żeby gardło doktor mógł obejrzeć. I co w tym cudnym kraju lekarze zalecają na taką chorobę?? Lody!!! Naprawdę!! Najlepiej takie sorbetowe. Zimne wiec pomagają przy gorączce, słodkie wiec dostarczają cukier ważny jak dziecko nic nie je, no i mokre więc jest też od razu picie. Zaopatrzyliśmy się w wielkie pudełko lodów sorbetowych na patyku i teraz wszyscy "liżemy". Tak zapobiegawczo :-)) Resztę dnia Szymcio spędził śpiąc albo oglądając bajki na DVD. A szkoda strasznie że nas to chorowanie dopadło bo pogodę mamy wspaniałą! Mam nadzieję że pora deszczowa już nie wróci, bo teraz to czuje się jak w "naszej Australii" Gorąco i duszno jest straszliwie, pot ciurkiem po plecach leci, człowiek tylko się zastanawia co jeszcze z siebie ściągnąć. Teraz zaczynają się sprawdzać wszelkiego rodzaju galabije - cienkie, luźne zwiewne i przewiewne. Nic co mocniej do ciała przylega na ten klimat się nie nadaje. Ale najlepiej to się w oceanie moczyć. A lato dopiero się rozkręca!!
Mam nadzieje że jutro będziemy już zdrowi.

czwartek, 9 grudnia 2010

Castaway Beach

No i przez to wczorajsze taplanie mamy dzisiaj chorego Szymonka. Obudził się z temperaturą, biedny mały bączek. Ale z leżenia w domu nici. Pogoda przecudna. Już dawno nie było takiego słońca. A do tego umówiliśmy się z naszymi znajomymi Leszkiem i Aliną z Brisbane, którzy spędzają urlop wraz z rodziną w Castaway Beach koło Noosa. Szymcio dostał coś na gorączkę (poza gorączka nic mu za bardzo nie jest) i poturlaliśmy się jeepkiem parę kilometrów wzdłuż wybrzeża do Castaway Beach. Ale tu mają plaże!!! To już otwarty ocean, fale duże, prąd silny, na meduzy trzeba uważać, ale jest tu naprawdę przepięknie. Chłopczyki przeszczęśliwe bo znów można pobawić się na plaży, ciotki i wujki co rusz jakąś nową zabawę wymyślali. Szymcio to nawet zapomniał ze jest chory, tak się świetnie bawił z ciocią Aliną robiąc latawiec z sarongu.




Co za tłok na plaży. No ludz na ludziu, i nie ma gdzie ręcznika położyć!!! :-))
Na prawo pustka po horyzont, na lewo daleko daleko jakiś facet łowi robale (!!!!! zaraz wam opisze o co chodzi) i też pustka po horyzont, ja wychodzę z wody a w koło "tłok" straszliwy.
A teraz o robalach. Nawet sobie nie zdajemy sprawy co tam pod tym piaskiem plaży mieszka. Dopiero Alina wyjaśniła nam co robił facet na plaży. Okazało się że łapie wielkie robale! Szurał po piasku siecią w której miał zdechłą rybę. Te robale znęcone padlinką wychylają się z piasku, a wtedy facet szybko wyciąga nawet metrowej długości monstra. Brrr! Nie odważyłam się podejść i popatrzeć z bliska bo pewnie już bym się tak tą plażą nie zachwycała jak bym widziała co tu pod naszymi stopami mieszka. A te robale sa bardzo cenione jako przynęta na ryby (uf! dobrze że sie tego nie jada)



środa, 8 grudnia 2010

Mega słodziaki



Się taplamy

Oj, jak dawno nas tu nie było. Pogoda nadal nie rozpieszcza, chmury gęste, chwilami wygląda słońce, chwilami pokapuje coś z nieba. Ale już ta odrobina słońca wystarczy do dobrej zabawy na plaży. Po przedszkolu zabrałam chłopczyków na wycieczkę Trafiliśmy na odpływ. I to jaki! No takiej plaży to ja tu jeszcze nie widziałam. Pozostały tylko dziury z wodą (i krabami) więc radochę chłopaki mieli straszną. No bo co jest piękniejsze od taplania się w kałuży??



Specjalnie dla mojej sister od dzisiaj duuuuże zdjęcia.

wtorek, 7 grudnia 2010

Święta??


Święta, Święta, Święta. Jest choinka, bombki, lampki i cała masa innych świątecznych akcentów. A mimo to ja zupełnie nie czuje że to święta. Jakoś tak dziwnie w tych tropikach, zielono, gorąco.  Kto to widział papugi na choince!
ŚWIĘTA = ŚNIEG = MRÓZ = BAŁWAN, SANKI I RESZTA

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Co tam mistrz zdziałał ciekawego


Piękne, prawda!?
Ale zdolny ten nasz Adaśko.