poniedziałek, 6 grudnia 2010
O! Mikołaj!!!
Ho Ho Ho! A kto tu do grzecznych dzieci dzisiaj w nocy przyszedł. To chyba był Święty Mikołaj. Ale piękne prezenty zostawił. Chyba bardzo grzeczne były te nasze chłopczyki. Są dwie wielkie skarpetki ze słodyczami i pluszaczkami. No i super pojazdy. Ale zabawa już od rana! Chłopczyki obudzili się rano i stali koło prezentów wielce zdziwieni i za bardzo nie wiedzieli co robić. To dla nich?? To ich pierwszy mikołaj tak na poważnie. A potem był płacz jak trzeba było zostawić maszyny i jechać do przedszkola.
A jak dzisiaj wrócą z przedszkola to mamunia będzie miała święty spokój :-)) E, chyba jednak nie. Jest traktor i ciężarówka - dwie różne zabawki więc zawsze powód do awantury.
niedziela, 5 grudnia 2010
Ciągle pada....
Co ja wam tu pisać będe - leje. Nic nowego, pogoda sie nie poprawia. Ponoć najstarsi Australijczycy nie pamiętają tak deszczowego przełomu wiosna-lato. Powoli rzeczki występują z brzegów i jak dalej tak będzie to się jeszcze na jakąś powódz załapiemy. Dobrze że ten nasz kajak mamy to sobie do sklepu kajakiem popłyniemy. U nas przed domem trawnik zamienia sie powoli w wielką błotnistą kałuże, chłopaki mimo deszczu ganiają po podwórku, na bosaka, brudni i upaprani błotem jak dwa prosiaki. Potem wpadają z tym całym błotem do domu - istny chlew! Pranie od trzech dni wyschnąć nie może, ksiażki zaczynają mi pleśnieć. Cudowne lato w tropikach. A i zapomniałam dodać że robactwo sie rozzuchwaliło i do domu sie pcha. Buuuu!!!! Ja chcę na plażę, na słoneczko, BUUUUUU!
piątek, 3 grudnia 2010
AAAA!!!! Potwory!!!!!
Ciemna noc u nas, siedzę sama w domu bo Adaśko pojechał do szlifować kamienie do biżuterii, dzieciarnia śpi, za oknem deszcz kapie.... A tu nagle coś łubu dubu do drzwi (drzwi są podwójne, jedne z szybą których tutaj wogóle się nie zamyka i drugie z siatką, które muszą być zamknięte bo robale się do domu pchają). Potwory !!!!!
I to jakie!!!!
Żeby mnie co nie zeżarło tutaj!
I to jakie!!!!
Żeby mnie co nie zeżarło tutaj!
Kap kap kap, ciap ciap ciap...
Znów leje :-( Co to ma być, zgłaszam reklamację, gdzie upały nie do wytrzymania, susza i total błękitne niebo???? Ktoś nam podmienił Australię????!!!!!! Dobrze że potworki były dzisiaj w przedszkolu. Na zewnątrz kap kap, potworki wykańczają panie przedszkolanki, ja grafikę robię i mam świety spokój, a Adaśko stukupuka biżuterię w garażu. Po potwory do przedszkola zawsze jedziemy trochę zestresowani - co tym razem nabroili. Grzeczni za bardzo to oni nie są, niestety. Jednego dnia Jasiek uderzył jakąś dziewczynkę łopatką po głowie, następnego dnia Szymcio przylał jakiemuś chłopczykowi. Utrapienie z nimi. Panie przedszkolanki łatwo nie mają, a muszą się do tego jeszcze języka polskiego uczyć. Przedszkole zgłosiło ze ma dwóch polskojęzycznych chłopczyków i teraz dostaje pomoce naukowe w dwóch językach. Jaśko ponoć bardzo chętnie pomaga paniom i opowiada co jest na obrazku - to krowa, to świnka, to pies- a panie powtarzają. Ha ha ha. Poza tym że czasem się biją to większych problemów z nimi nie ma, nie płaczą za mamusią nie marudzą, nawet do domu za bardzo nie chcą wracać. Dzisiaj zabraliśmy potworki z przedszkola ( o dziwo byli bardzo grzeczni, panie pochwaliły) i w akompaniamencie chóralnego "dżinge buls" (chłopczyki uczyli się w przedszkolu piosenki "jingle bells" ale przerobili pierwsze słowa po swojemu) pojechaliśmy na chwile do Noosa. Akurat nie padało więc zostałam z chłopczykami na plaży a Adaśko pojechał na zakupy. Piasek mokry, ciemne chmury wiszą nad oceanem, ale zabawa na plaży zawsze lepsza niż nuda w domu, chociaż opanierować w piachu się można i fajnie jest.
A to coś dla miłośników handmade - pudełko z liścia palmy. Proste do zrobienia. Tylko trzeba mieć liść z palmy :-) To trochę nie wyszło, ale to prototyp, następne będzie ładniejsze. Tylko czekam jak nowy liść z palmy spadnie.
A to coś dla miłośników handmade - pudełko z liścia palmy. Proste do zrobienia. Tylko trzeba mieć liść z palmy :-) To trochę nie wyszło, ale to prototyp, następne będzie ładniejsze. Tylko czekam jak nowy liść z palmy spadnie.
czwartek, 2 grudnia 2010
welcome to the jungle
O! dzisiaj to mamy trochę fotek do pokazania wam. Czwartki bez przedszkola więc muszę wymyślać potworkom zajęcia. Pogoda cięgle okropna, lało od rana i chłopaki strasznie nudzili się w domu więc jak tylko na chwile niebo się rozjaśniło (przestało lać, chmury zostały) zapakowałam ich do jeepka i poturlaliśmy się do Botanic Garden. Roślinkom pogoda pasuje, tak więc wszystko kwitnie, pachnie i ... spada z łomotem z drzewa! Mowa tu o wielkich strąkach? owocach? no nie wiem co to, ale nie chciała bym dostać tym w głowę. Dyndają sobie na drzewie takie wielkie "coś" wielkości arbuza na długiej szypułce. Szkoda że nie popatrzyłam na karteczkę co to była za roślina. A cudacznych i cudnych roślin tu bez liku. Jest las tropikalny, mroczny i gęsty ("tu są tygrysy, mamo?") zarośla bambusów, paprocie drzewiaste, dziesiątki odmian różnorako kwitnących eukaliptusów, dziwaczne iglaki ( z jeszcze dziwniejszymi szyszkami ) i araukarie, no i cała masa cudnej tropikalnej roślinności. Wszędzie pachną różne odmiany jaśminów, frangipani i magnolii. Potwory ganiały, zbierały kwiatki, szyszki, fasole ( bardzo wiele drzew ma tutaj nasiona w fasolach - czasem nawet półmetrowej długości! ). Fajna wycieczka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












